środa, 11 listopada 2009










Przypomnijmy sobie jak wygląda niebo.

niedziela, 8 listopada 2009



Lechosław w to nie wierzy.

piątek, 6 listopada 2009


Linearna kompozycja z dynamicznym akcentem oraz zwierzęciem.

sobota, 31 października 2009

środa, 28 października 2009

Drivers/Kierowcy from A.Pru on Vimeo.



"Kierowcy"

poniedziałek, 26 października 2009

Linia numer 7
Zabrze-Katowice


Taki sobie szary dzień
Chyba byle jaki.
Taki jak dziś.
Może podobny do przedwczorajszego.

Autobus, przystanek, stop
Obok zakładu wydobywczego
Co go:
Zamykają, otwierają
Zamykają, otwierają
Zamykają, otwierają
Co rusz strajkują
Znów zamykają, ponownie otwierając
Nie mogąc się zdecydować.
W dzielnicy przeźroczystych bloków.

Autobus również byle jaki. Podobnie jak tutaj i tam.
Jakiś czas temu.
Oszklona puszka inhalacyjna
Szyby?
Zszybiały czernią.

Siadać, nie siadać?
Topię się w żółtawych flakach
Jest tak - byle jechał.
Prawie pusto, prawie jestem sam.
Autobus pod górkę bardzo hałasuje.

Byle jaki przystanek
Szofer w przepoconym swetrze
Wciska trzy zielone guziki
Tak jak kilometr wcześniej
Jak 45 minut wcześniej
Dzień.
Rok
Pięć lat
Może dziesięć lat wcześniej
Być może od bardzo dawna
Taka poważna rola

Wsiadła Ona:
Nie wsiadła a wpełzła, wczołgała
Jej Wysokość
Wymuszona Pionowość.
Zaledwie trzy schodki do celu
W ortalionie
Z reklamówką zapraszającą do egzotyki.
Ale kolory się starły – zaproszenie przestało być aktualne - Do następnego sklepu.

Dzwonek, trzask.
Kierowcy rozkład zaczyna deptać po pedałach.
Czarna chmura

Ona
Jej strach.
Nie widziałem dokładnie
Szare oko na dnie.
Na dnie.

860 metrów dalej
Trzy zielone guziki
Trzy schodki.
Zawadziła o środkowy.
Nie wysiadła.
Ironiczne można powiedzieć, że wyfrunęła, ale ktoś podciął jej skrzydła. To nie miłe.

Padła mordą w szare błoto.



--------------------------



Za oknem ucieka, nawet nie oglądając się za sobą
Bardzo nieostrożnie
Krzywą stopą
Prze do przodu
Ona już o mało co nie
Ucieka
Na czworakach


Taki sobie szary dzień
Chyba byle jaki.
Taki jak jutro
Może podobny do pojutrza.

sobota, 24 października 2009

W zasadzie do ostatniej serii brakuje tego podpisu:
This is an artwork.

środa, 21 października 2009

wtorek, 20 października 2009

poniedziałek, 19 października 2009

niedziela, 18 października 2009

czwartek, 15 października 2009

środa, 14 października 2009

wtorek, 13 października 2009

poniedziałek, 12 października 2009



Nowa seria.

czwartek, 8 października 2009

środa, 7 października 2009













Mini wypowiedź "Produkty, towary, wyroby"

niedziela, 4 października 2009

Wczoraj zrobiłem górniczą wrzutkę z "dołu" albo przodka jak kto woli a dziś, o ironio, wydarzyły się dwa wypadki. Jeden górnik zginą w KWK Makoszowy natomiast w KWK Bielszowice, 1000 metrów pod ziemią ucierpiało 5 pracowników kopalni. Jeden z górników, w stanie krytycznym został przewieziony helikopterem LPR-u do szpitala w Sosnowcu. To dobry moment aby wyciągnąć z innej szuflady fotografie i przypomnieć portret ratowników górniczych. W górnictwie mówi się: "Kiedy górnik zjeżdża na dół, robi znak krzyża i myśli: zawszę mogę liczyć na ratownika". Materiał zrobiłem w trakcie akcji ratunkowej prowadzonej w KWK Halemba w 2006 roku. Zdjęcia które przypominam, będące częścią reportażu zrobiłem w Okręgowej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu o 2 w nocy, na godzinę przed przystąpieniem ratowników do akcji. Cytuję fragmenty słów napisanych przez Gośkę, dziennikarkę GW z którą zrobiłem ten materiał. Materiał opublikowaliśmy w DF.

"Człowiek zjechał to musi wrócić na powierzchnię. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się tak, aby ktoś na dole został. Rodzina chce pochować - objaśnia zastępowy Piotr Józefiok.
Jest pięciu ratowników w zastępie, zgranych jak pięć palców. Czterech dźwiga nosze, a zastępowy ich prowadzi w chodniku. Powinni mieć różne fachy. Ślusarz, elektryk, mechanik, spawacz, nigdy nie wiadomo jaką sytuację zastaną na dole. Zastęp musi być jak rodzina, zgrany, silny. Każdy do każdego musi mieć bezgraniczne zaufanie. Nie wolno zgrywać bohaterów. Trzeba działać powoli, spokojnie i ściśle przestrzegać przepisów.
Ratownikiem może zostać górnik odznaczający się wybitnym zdrowiem. Trzeba zaliczyć testy psychologiczne na umiejętność pracy w stresie oraz współpracy w grupie. Zarobki? 300 zł dodatkowo do pensji górniczej oraz 19 zł za każdą godzinę w akcji"

Z ratownikami z Bytomia pojechaliśmy do Halemby, po 8 godzinach razem z nimi wróciliśmy do Bytomia. Gdy autobus odwożący po akcji ratowników zatrzymał się 500 metrów za kopalnią, aby nas zabrać, pasażerowie - ratownicy byli uśmiechnięci. Pomyślałem, że jednak udało im się kogoś uratować. Wydobyli dwa ciała. Śmiech i dowcip służył rozładowaniu napięcia i stresu. Refleksje i zaduma pojawiają się w domach...



Zastępowy Piotr Józefiok (Majkel) z Rudy Śląskiej. Lat 37, górnik od 20 lat, ratownik od 16. Żona - gospodyni domowa. Córki 6 i 5 lat.


Dariusz Kuniszyk (Biały) z Jankowic Rybnickich. Lat 36, górnik od 13 lat, ratownik od 9 lat. Żona - gospodyni domowa. Syn ma 7 lat a córka 10.


Dariusz Pyszny (Makrela) z Pszowa. Lat 26, górnik od 8 lat, ratownik od 5 lat. Żona - ekspedientka. Dwie córki: 1,5 i 4,5 roku.


Dariusz Czubaja (Mandaryn) z Pszowa. Lat 34, górnik od 15 lat, ratownik od 13 lat. Żona zajmuje się funduszami emerytalnymi. Troje dzieci: 12, 8 i 6 lat.

Mirosław Gasiniec (Gans) z Katowic. Lat 36, górnik od 20 lat, ratownik od 11. Żona - gospodyni domowa. Syn ma 12 lat.

sobota, 3 października 2009

Taaa...

O pracy górników najwięcej można dowiedzieć się z wszelakich forów internetowych - z dramatyzujących komentarzy osób mieszkających nad morzem. Przywykłem już, że forumowicze wiedzą wszystko, znają się na wszystkim i na każdy argument mają sto swoich, fachowych odpowiedzi. Gdy idzie o śląski, górniczy temat, specem jest każdy. Wiadomo nie od dziś, że górnicy to krwiopijcy dojący państwową krowę, że MY nie będziemy dopłacać do kopalń, że osoby związane z górnictwem codziennie żrą tłuściutką słoninę zagryzając jeszcze gorącym chlebusiem a praca na kopalni to jak koszenie trawki i zbieranie bursztynów nad Bałtykiem zarazem.
Tylko skąd bierze się prąd i ciepło z domu? Wiadomo z "ruły" i z "gniazdka".

Obojętnie czego się nie powie, praca na przodku łatwa nie jest. Na ścianie którą miałem okazję zobaczyć obowiązuje 6 godzinny czas pracy ze względu na ciężkie warunki pracy. To czego nie widać na zdjęciach to niesamowicie humorystyczna atmosfera. Żart za żartem. Tak rozładowuje się napięcie związanie z różnorakimi, otaczającymi miejsce pracy górnika zagrożeniami. Pod tym względem kopalnia to niezwykle urocze i przyjemne miejsce.

Z teczki osobowej/archiwum wydobyłem zdjęcia górnicze. Serię zdjęć podziemnych udało się zrobić w grudniu 2004 roku. Zdjęcia mają swoje latka a więc i swoją jakość.

Temperatura 30 stopni. Wilgotność 100%. Minimalny przewiew. Warunki prawie jak na tropikalnych wyspach. Ściana wydobywcza ma 200 metrów. Wysokość 120 cm. Wzdłuż pokładu porusza się kombajn który wybiera węgiel. Kombajn, podobnie jak telewizor sterowany jest zdalnie, pilotem. Elementy po prawej to obudowy podtrzymujące strop. Gdyby nie one sufit spadłby na ziemię. Całe urządzenie porusza się do przodu, tak aby kombajn wygryzał łakomie nowe porcje węgla. Innymi słowy całe żelastwo przesuwa się w lewo. To co zostaje po prawej, za obudowami w miarę przesuwania się maszynerii, zapada się. Mówiąc obrazowo. Wydobywanie węgla przypomina nabieranie nożem masła. Ten sposób fedrowania nazywa się na zawał. Jak porządnie tąpnie to ludzie na górze, też mają zawał. Serca.

To standardowy chodnik prowadzący do ściany. Mamy tutaj różnego rodzaju urządzenia. Na przykład po prawej jest taśmociąg podający węgiel dzięki któremu możemy napić się gorącej herbatki.

Poświata wokół źródeł światła wywołana jest przez pył węglowy i parę wodną. Nie sposób zrobić zdjęcia z lampą błyskową. Atmosfera jest jak gęsta mgła. Drobinki zawiesiny obijają światło.

Dalsza część wyrobiska. Dalszy fragment węglociągu. W kopalni każdy element jest większy niż na powierzchni. Każde urządzenie obudowane jest trwałą, grubą obudową.

Elementy obudowy i pokład węglowy. Po prawej wsporniki hydrauliczne podtrzymujące strop.


Górnik przodowy Prugar. Po 5 godzinach spędzonych na przodku na którym obowiązuje 6 godzinny czas pracy ze względu na trudne warunki pracy spałem trzy dni. Zaraz po przyjściu z szychty zdążyłem się umyć w domu ponownie i umarłem. Trudno było poruszyć nawet palcem. Górnicy fedrują codziennie a po pracy starcza im sił na rodzinę, ryby i grzyby, książkę, modelarstwo, gołębie itd. Zarobki nie ciekawe. Zupełnie nie wiem dlaczego na tym zdjęciu oczy właściciela zdjęć i bloga zupełnie się rozjechały. Może to złudzenie?

Łaźnia na kopalni to czyste, pachnące miejsce. Gorąca woda którą oferuje kran na 90 stopni. Można się kąpać i godzinę choć zwykle wszyscy tylko się opłukują i jadą do domu gdzie kąpią się ponownie.
Na dół wziąłem lampę. Nie potrzebnie.

Kiedyś, dawno temu w sklepie spostrzegłem mężczyznę który miał podkreślone czarnym tuszem powieki. Pomyślałem, że na Wirku znalazł się odważny, mroczny osobnik nie kryjący swoich zainteresowań. Pomyślałem, że może być to fan ciemnych brzmień albo homoseksualista. Oczywiście facet był górnikiem. A czarny tusz był w rzeczywistości pyłem węglowym który wgryzł się w miękkie delikatne fragmenty powiek. Niezwykle trudno jest zlikwidować ten "makijaż". U mnie zszedł po kilku dniach. Ale nie powiem, ciekawie i nawet ładnie to wygląda.

środa, 30 września 2009

Samotność jest jak papieros.

Jest ci z nią dobrze, smakuje, szybko uzależnia, daje iluzję dorosłości.
Ale im dłużej ją palisz staje się uciążliwa i trująca.
--------------------------
Konfituriusz

poniedziałek, 28 września 2009

Ruda Śląska miastem śmierci.
-------------------
Horhe Porhe

niedziela, 27 września 2009

W sobotę byłem na grzybach. W pięknych lasach.
Oto co znalazłem.



Grzybów dojrzałych nie było. Małe zostawiłem aby podrosły.
Stwierdziłem, że skoro jestem w lesie to pozbieram śmieci.
W lesie trzeba umieć się zachować.
I co? Mam dobry uczynek? Mam.

piątek, 25 września 2009

We wrześniu zrobiłem do tej pory jedynie 3 wpisy. To oburzające.
----------
Horhe Porhe

niedziela, 13 września 2009



Oto moje łóżko.
Tutaj w zasadzie tworzę.

sobota, 12 września 2009

Kiedy się urodziłem byłem łysy.
Kiedy miałem 5 lat posiadałem kręcone blond włosy
Od 10 roku życia stawały się ciemniejsze i grubsze.
Osiemnaste urodziny obchodziłem z włosami brązowociemnymi i grubymi. Takie mam do dziś.
Na początku studiów pojawił się pierwszy - siwy.
Dziś, prawie sześć lat po rozpoczęciu pobierania nauk na szczeblu wyższym jest ich około 50

Oto jeden z nich.



czwartek, 10 września 2009


Już nie jebać policję.
Już nie Górnik to stara kurwa z Zabrza
ani nie jebać ruch Chorzów.

Dziś JP 100%

poniedziałek, 7 września 2009

kocham.
pieszczę i całuje
gwałcę, molestuje
Płacze
Umieram

Wodą, kościołem
Duchem i ciałem

wtorek, 1 września 2009

Aleksander Prugar troszeczkę zaniedbuje Spinacza i nie spina.

wtorek, 25 sierpnia 2009


Najświętsze Serce Pana Jezusa

środa, 19 sierpnia 2009

Nie oglądam telewizji właśnie po to aby mieć własne zdanie.

poniedziałek, 17 sierpnia 2009


No a czasami, jest oczywiście zajebiście.

piątek, 14 sierpnia 2009


Ale czasami zdaje się pojawiać lekki przebłysk zwiastujący chwile optymistyczne.

czwartek, 13 sierpnia 2009


To wszystko zaczyna wyglądać coraz bardziej przerażająco.

Nowy, piękny chiński okaz.

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Naziści mieli naziska

czwartek, 6 sierpnia 2009

Nazywam się Aleksander Prugar
nie mam siostry Aleksandry Prugary

poniedziałek, 3 sierpnia 2009


Odcinek VIII

Oprócz tego, że jest to ósme zdjęcie z mini-serii o mojej najbliższej okolicy kończące cykl to dodatkowo jest to 100 wpis na blogu.

Tuż za osiedlem bloków i osiedlem domków znajduje się pole, na którym uprawiane jest żyto. W dali znajduje się KWK Bielszowice. Bardzo lubię ten widok. To nie prawda, że Śląsk to tylko hałda, czarny dym i hutniczy pył. Wydaje mi się, że Śląsk jest właśnie taki jak na tej fotografii. Przestrzenny i przyjazny. Kiedy kupowałem nowy aparat pierwszą testową fotografią był przedstawiony pejzaż. Tam najczęściej chodzę na spacery.


Pejzaż należy oglądać, nie opisywać.

czwartek, 30 lipca 2009


Odcinek VII

To miejsce z niczym mi się nie kojarzy choć leży w bliskiej odległości od Blaszaka, również nie mam nic do powiedzenia na jego temat; ani ciekawego ani nudnego.

środa, 29 lipca 2009



Odcinek VI

Po przerwie reklamowej, kilku przerywnikach wracamy do blokowego, fotograficznego serialu odcinkowego o mojej najbliższej okolicy. Mottem kolejnego odcina będzie zdanie wyrażone przez jedną z emerytowanych nauczycielek tej szacownej placówki: Zawsze tylko prawda, więc także i krytyka.

Szybki wstęp
Pierwsze piętro: Maski załóż! Maski zdejm!
Drugie piętro: Pan chyba jest pijany.
Trzecie: Jak to nie być dumnym Polakiem?

Kiedy byłem w pierwszej klasie LO na planie pojawiły się zajęcia z plastyki. Od razu przypomniałem sobie podstawówkę i niekontrolowane przez nikogo bazgrolenie kolorowymi ogryzkami. Po pierwszych zajęciach plastyki w LO uświadomiłem sobie, że nie będzie to chaotyczne bazgrolenie a malowanie farbami olejnymi (Warto dodać, że farby te nie były nowe a używane, zorganizowane przez panią od plastyki)

Wszyscy ochoczo zabrali się do malowania, choć na początku podchodzono do plastyki sceptycznie. A malowano różnie: kwiatki, koty, konie autoportrety. To się podobało - zrobić coś dla siebie, niebędącego kalką nauczycielskich notatek i fanaberii, nie koniecznie, aby dostać dobrą ocenę. Malowaliśmy co piątek, ale tylko przez dwa lata. Potem plastykę zlikwidowano. To był koniec wszelkiej edukacji artystycznej w LO. To nie władze LO zlikwidowały takie zajęcia, ale durna reforma edukacji.
Pewnie zaraz jakiś obrońca moralności ryknie: Ale w zamian LO organizowało wyjścia do teatru! Ja mu grzecznie odpowiem: były obowiązkowe. Kto nie chodził miał problem. Wyjścia do teatru w ramach krzewienia kultury wśród młodzieży odbywały się, kiedy zaistniały ku temu sprzyjające okoliczności: pojawiła się w kasie wystarczająca ilość darmowych wejściówek albo sztuka została wybrana według niewiadomych kryteriów przez nauczyciela. Obowiązek to obowiązek.

Pani od polskiego była istnym kombajnem nauczycielskim. Kompaktowo i tanio: muzyka, malarstwo, poezja, proza, filozofia, wyjścia do teatru.
Z takimi kompaktowymi rozwiązaniami jest jak z urządzeniami HP „wszystko w jednym”.
Niespodziewanie się dezaktywują, zapominają komend, bez sensu wciągają papier, mają wiele funkcji ale każda z nich działa byle jak a najczęściej się zacinają.

Zabrano plastykę ale jak natura coś zabiera to daje coś w zamian.

Dawniej ludzi, mówiących, że żyjemy w kraju, który nie jest światopoglądowo neutralny i w którym istnieje ogromny nacisk środowisk katolickich uważałem za radykałów.

Muzyki nie było. Plastykę zlikwidowano. Dołożono lekcję religii.

Uświadomiłem sobie, że Ci ludzie w znacznym stopniu mają rację.
I tak chodziliśmy sobie na religię, częściej nie chodząc. Nigdy nie widziałem w sposób bardziej bezmyślny zmarnowanego czasu ani pieniędzy.

Edukacja artystyczna w systemie edukacji nie istnieje. Ale to nie jest problem na dziś
To w niedalekiej przyszłości odbije się taką czkawka, że będzie za późno na reanimacje.
Będziemy żyć w stadzie „chamusiów chuj – kurwa”


Profesor Bralczyk ze 3 miesiące temu w programie „24 godziny” wygłosił płomienną wypowiedz na temat dlaczego matematyka musi być solidnie wykładana i powinna się pojawić na maturze. Argumentował to w taki sposób: język polski jest sposobem na komunikowanie się ludzi, matematyka zaś jest językiem opisywania świata w związku z czym również jest sposobem komunikacji. Profesor o sposobne komunikowania poprzez muzykę czy malarstwo nawet nie wspomniał, to pokazuje jak dogłębnie ignorowany jest problem braku edukacji artystycznej w Polsce.

Szczytem marnotrawstwa było wychowanie seksualne. Kompletne zero merytoryczne. Kiedy proponuje się obowiązkowe uczestniczenie w takich zajęciach 17-18 latkom trzeba być pomylonym.

Denerwowało nauczycielskie rozleniwienie. Bo jak można inaczej nazwać nauczyciela, który od lat z tego samego zeszytu dyktuje uczniom czyjeś notatki?(A w przeszłości zeszyt należał do pilnie prowadzącego notatki prymusa) Można delikatnie dodać - jest ignorantem. A takich niestety było wielu. Jak można wymagać od ucznia skoro najpierw od samego siebie nie wymaga się niczego?

W zasadzie to odechciało mi się pisać o LO bo tyle razy ile wracam to tych czasów tyle razy się denerwuję a nie chce być wnerwiony. Ilekroć przechodzę obok szacownej placówki myślę: oni tam będą siedzieć do końca życia.

Dziś licea są jak edukacyjne fast-foody. W jak najszybszym czasie przemielić jak najwięcej mięsa i uformować w regularne mielone.
Musisz być BMW.

wtorek, 21 lipca 2009

Pogoda na dziś: Temperatura od 30 do 35 stopni. Możliwość wystąpienia lokalnie silnych opadów deszczu oraz gradu. Wieczorem od 22 godziny poprawa pogody: ustąpienie chmur, stabilizacja temperatury na poziomie 20 stopni.

Pogoda na dziś: Lekki optymizm związany z toczącymi się sprawami. Zwyżkowanie dobrego samopoczucia. Nie przewiduje się wystąpienia nagłych skoków ciśnienia.

sobota, 18 lipca 2009

i również mojego Ojca !

czwartek, 16 lipca 2009

Korzystając z okazji chciałbym pozdrowić moją Mamę !

wtorek, 14 lipca 2009

Wierzę w sztukę.

poniedziałek, 13 lipca 2009


Zapraszamy na reklamy.

Zapraszam do obejrzenia nowej produkcji fotograficzno-dzwiękowej pt.: Fenomen, po prostu fenomen!

Żegnamy reklamy.

sobota, 11 lipca 2009

Warszawski sternik promu Pchełka. Stateczek skacze z brzegu na brzeg rozwożąc pasażerów.
Na lewym brzegu...
...na prawym brzegu.
Chwila przerwy w pracy pomiędzy kolejnymi rejsami.

piątek, 10 lipca 2009



Odcinek V

Fotografia do odcinka V pojawia się w większej rozdzielczości. Blog przeszedł drobny lifting. Ten wpis jest przełomowy w historii bloga A.Prugara. Reszta fotografii nie będzie wgrywana w nowym rozmiarze.

Po spacerku po Osiedlowej, przy której ulokowały się bloki o połowie niższe znów przed naszymi oczami pojawiają się rudzkie drapacze chmur. Osiedle Paderewskiego znajduje się tuż obok osiedla szeregowców oraz tuż tuż obok LO do którego miałem zaszczyt uczęszczać. Metr kwadratowy na tym osiedlu kosztuje prawie trzy tysiące, co przy mieszkaniu o powierzchni 70 metrów daje cenę ponad dwustu tysięcy złotych. Osiedle ma same plusy. Znajduje się w pobliżu Blaszak, podstawówka, liceum. Osiedle jest położone na peryferiach dzielnicy Wirek w Rudzie Śląskiej. Z większości okien rozpościera się doskonały widok na okolicę. W słoneczne dni widać Beskid Śląski jak na dłoni.

W jednym z bloków mieszkał mój kolega z podstawówki. Pani prowadząca zajęcia z matematyki wpisywała uwagi różowym mazakiem z końcówką postrzępioną jak koci ogon, po czym z katedry rzucała na ławkę ów zeszyt wołając: jutro matka w szkole! Kolega w szkole podstawowej interesował się entomologią. Miał dość rozbudowany zbiór owadów, które zgromadził w 10 gablotach. Na urodziny kupiłem mu kawał grubej szyby, aby wykorzystał ją w budowie następnych gablot. Podstawówka do której uczęszałem to była kiedyś dziwaczna instytucja. Kilku uczniów w mojej i nie tylko w mojej klasie było pełnoletnimi osobnikami. Byli bardzo waleczni. Lali po mordach młodszych kolegów jak leciało. Praktycznie co miesiąc uczniowie zgłaszali kradzieże a to butów a to kurtek itp. Rzeczy i sprawy zupełnie bezwartościowe, bo te incydenty nie interesowały nikogo więcej prócz okradzionego. Ja w tej szacownej instytucji czułem się trochę jak spłoszona sarenka. Spłoszona przez stado dzikich, nieokrzesanych bestii.

Na przerwach graliśmy w piłeczkę. Gra polegała na odbijaniu dłonią papierowej kulki; innymi słowy była to dostosowana do warunków szkolnych gra w siatkówkę a w zasadzie: w papierówkę. Gdy któryś z nauczycieli dyżurujących zobaczył, że toczy się walka papierową piłeczką zazwyczaj ją konfiskował i wpisywał uwagę do dzienniczka: za złe zachowanie na przerwie. Szkolny sklepik w swoim repertuarze śniadaniowo-obiadowym oferował same smakołyki. Przede wszystkim całą paletę kolorów i smaków gum do żucia, które można było popić oranżadą za 20 groszy. Trzeba było stać przez dwie przerwy w kolejce, aby coś kupić! Takie było zapotrzebowanie!

To miejsce, które opisuje fotografia jest ciekawe z jeszcze jednego względu – geograficznego. Zazwyczaj wiatry wieją z południa na północ, jest to spowodowane ukształtowaniem terenu. Bloki ustawione równolegle do kierunku wiatru. Takie ułożenie znacząco wzmacnia jego siłę. Czasami na Osiedlu Paderewskiego w Rudzie Śląskiej w pewnych okolicznościach można naprawdę stracić głowę.

poniedziałek, 6 lipca 2009



Odcinek IV

Zamiast dziesięciopiętrowych wieżowców zabudowa złożona jest z pięciopiętrowych bloków. Osiedle to rozłożyło się przy głównej ulicy na osiedlu, czyli przy ulicy Osiedlowej. Nikt z moich znajomych tam nie mieszka. Akurat ta okolica nie jest mi aż tak bliska jak poprzednie, przedstawione na fotografiach; ale nie jest aż tak daleka, aby nie poświęcić jej paru zdań. To przestrzeń przechodnia. Idąc od Blaszaka na północ, do supermarketu (rzadko), centrum dzielnicy (częściej) czy na przystanek autobusowy (bardzo często) przechodzi się właśnie przez to osiedle na ulicy Osiedlowej. Nie wiem jaki jest tutaj komfort mieszkania ale sądząc po liczbie drzew które dosłownie zaglądają do okien - jest to okolica przyjemna. Dawniej nie było tylu samochodów. Każdy mógł zaparkować auto przed domem a to nie powodowało zatoru w ruchu chodnikowym. Stosunek był mniej więcej taki: jeden blok - kilka aut. Dziś auta nie mieszczą się na placach parkingowych projektowanych 20 lat temu ulokowanych przy ulicach projektowanych 30 i więcej lat temu. O miejsca parkingowe walczy się zacieklej niż o cokolwiek innego. Tyle razy słyszy się zasapane osoby: nie ma wolnych miejsc! Nie ma ! Musiałem auto postawić trzy ulice dalej! Jakby zmęczenie wywołane pokonaniem tej odległości, tych trzech ulic do miejsca przeznaczenia było zmęczeniem jakby z Rudy Śląskiej na Bornholm i to na czworaka; zaraz potem dodają: co za upał! lub: co za mróz! Auta zmniejszają dystans pożerając jednocześnie przestrzeń. Nawet na Osiedlowej.

wtorek, 30 czerwca 2009



Odcinek III

W połowie drogi od domu do Blaszaka znajduje się parking. Parking podzielony jest na dwie części. Ścieżka na pierwszym planie prowadzi z parkingu do sklepu. Skośna w jedną stronę prowadzi również do sklepu natomiast idąc w dół można dojść do osiedla domków lub do liceum.
Tędy zawsze się przechodzi idąc dalej: na przystanek autobusowy czy do centrum dzielnicy.
To widok oczywisty, codzienny. Interesujące jest to, że ten widok ma wiele wspólnego z chlebem. Zawsze się podoba, zawsze smakuje, jest cenny i nigdy się nie przejada. A często bywa się głodnym-stęsknionym. Niezwykle trudno byłoby powiedzieć: o znów to osiedle, ten Blaszak, ten parking. Nie jest to przestrzeń prywatna ale określając rejony które przedstawiam, można powiedzieć, że to w pewnym sensie moje podwórko. To miejsce precyzyjniej można by nazwać przestrzenią pół-prywatną. To dla mnie taka rzeczywistość której nadało się pozytywny kontekst oraz została wyposażona w przyjemne skojarzenia na przykład skojarzenie z bliskością domu. Wracają z podróży gdy za oknem pojawia się parking mówi się, no to już jesteśmy prawie w domu i w tym miejscu da się słyszeć dźwięk odpinanych pasów.

Na koniec, jest tutaj ładnie. I bardzo zielono.

Pamiętam zimę, kiedy zgarnięty śnieg przez traktory utworzył kilometrowe zaspy na trawnikach obok parkingu. Padało z przerwami przez kilka tygodni. To mnie bardzo ucieszyło ponieważ, pomyślałem sobie, że wreszcie mamy taką zimę jak mają mieszkańcy górskich rejonów. Śniegu była taka masa, że po pewnym czasie nie mieścił się już na zaspach i był ładowany koparką na ciężarówkę. Wywożono go na okoliczne pola; nie tylko z parkingu ale i okolicznych uliczek. Ale radocha! W inne zimy sąsiedzi zakładali łańcuchy na koła i organizowali kuligi. Wieczorem do samochodu podczepiano kilka sanek. Ulica po której kursował sezonowy kulig w czasie zim nie była często odśnieżana. Ciężar przejeżdżających pojazdów oraz ujemne temperatury powodowały, że śnieg zalegający na ulicy przemieniał się w lód. Kuligi po lodzie suną znacznie wydajniej i efektowniej. Na parkingu odbywało się zawracanie a następnie bitwa na śnieżki. Te zaspy spełniały funkcję baz, które należy obronić lub zdobyć aby znaleźć się w zwycięskiej drużynie. Działo się to dawno. Parking był również miejscem kilku ostatnich spotkań z Adelą w jej różowym aucie. Działo się to już nie tak dawno temu.

Banku w Blaszaku już nie ma, zakończył się rok szkolny w pobliskim liceum jest lato więc większość miejsc parkingowych jest pusta. Lubię robić zdjęcia jak nie ma samochodów.
Choć gdyby stał tam czerwony fiacik 126p lub inne małe auto w głębokiej czerwieni byłby to ciekawy motyw, ale zmieniający zupełnie przesłanie fotografii - odciągający wzrok i myśli od faktycznego tematu zdjęcia. Zdjęcie z autem można by nazwać kompozycją kolorystyczną. Zdjęcie faktyczne jest kompozycją przestrzeni – idealną aby przy jej pomocy sięgnąć do wspomnień.
Nie lubię samochodów. Raz, że bez nich jest czyściej, dwa nie lubię samochodów szczególnie na fotografiach. Są zawsze elementem sztucznym, niedopasowanym do otoczenia. Samochody sprawiają kłopot jeszcze z jednego punktu widzenia, czysto technicznego – ja zawsze przy pomocy programu graficznego zmieniam rejestrację samochodu. Bo a nuż, dojdzie do konfliktowej sytuacji. Jak wygląda na fotografii Krakowskie Przedmieście zastawione autami? Podobnie jak Nikiszowiec.

niedziela, 28 czerwca 2009



Odcinek II

Niedaleko szeregowca w którym mieszkamy stoi Blaszak. Blaszak to budynek w którym znajdują się różne punkty usługowe i sklepy. Na wielu osiedlach w Polsce znajdują się takie budynki. Ludzie mają bliżej niż do supermarketu i lepiej niż tam. Pani Jadzia zawsze zatrzyma ciepły chleb a Pan Antoni z punktu prasa-ksero podyskutuje o tym, jak bardzo nie lubi PiS'u. Wytwarzają się interakcje społeczne. Blaszak na naszym osiedlu jest niczym rynek w mieście. Tutaj zawiązują się dyskusję. Tutaj toczy się życie rozbudowane życie plotkarskie, zwłaszcza wśród sprzedawczyń. To miejsce fizycznie łączące naszą społeczność lokalną.
Wieczorami młodzież w porze letniej przejmuje blaszak lokując się na ławeczkach pijąc piwo i często, zwłaszcza po meczach akcentując swoją miłość do klubu piłkarskiego KSG Górnik-Zabrze. Śpiewają tak: To my chłopcy z Górnika zna nas cała liga, za Górnika, za nasz KSG, pójdziemy aż po życia kres lub tak: Słuchaj Jezu jak Cię błaga lud, zrób z Górnika mistrza, mistrzów zrób. My czekamy już pięćdziesiąt lat, a tu mistrza, mistrza brak, a gdy wreszcie puchar zrobisz ten, całe Zabrze oszaleje wnet, piwo strumieniami będzie lało się, piwo strumieniami będzie lało się.

Na piętrze Blaszaka znajduję się ODK Pulsar czyli Okręgowy Dom Kultury. 7 lat temu, przez pół roku uczęszczałem tam na lekcję gitary. Były nudne. Zrezygnowałem.
Lubię punkt pocztowy w Blaszaku. Z tej Poczty wysłałem najwięcej zgłoszeń na konkursy fotograficzne. Wiele zgłoszeń okazało się owocnych. Zawsze jak tędy przechodzę wspominam przygotowania do wysyłki materiałów konkursowych. Przygotowanie zgłoszenia na konkurs fotograficzny to zadanie do którego trzeba niezwykle przyłożyć. Należy dobrze wypisać kartę zgłoszeniową, opisać każde zdjęcie i każdy cykl. Kluczowym elementem w pracy nad zgłoszeniem jest wybór zdjęć. To zabiera najwięcej czasu. Potem wystarczy nagrać materiały na płytę, zapakować do koperty i wysłać. Pamiętam konkursy na których przyjmowano wyłącznie odbitki. To wymaganie sprawiało najwięcej kłopotu i stresu. Nigdy nie miało się stuprocentowej pewności, że odbitki dotrą w stanie nienaruszonym. To było uciążliwe psychicznie.

Dalej za pocztą znajdowała się placówka dużego banku. Placówka została zlikwidowana ze względu na zbyt mały prestiż tego miejsca i okolicy. Obecnie placówka mieści się na głównej ulicy w dzielnicy Nowy Bytom, naprzeciwko Urzędu Miasta Rudy Śląskiej. To nasze Financial District, Wall Street. Na ulicy Niedurnego rozlokowało się jeszcze 12 innych banków. W miejscu gdzie był bank na razie nie ma nic. Nikt widocznie nie chce wynająć tej powierzchni.

W Blaszaku mieści się również sklep Społem. Na Śląsku mówi się: Społem, społem aż się wyspołem. Od 12 lat kilkukrotnie zmieniła się ekipa sklepu. Nieuczciwi klienci podkradali artykuły. Konsekwencje ponosiła załoga sklepu. Sam sklep jest w porządku. Parę lat temu zainstalowano klimatyzację. Jakościowe towary można kupić w niskich cenach. Również tutaj można zaopatrzyć się w najlepszy chleb na świecie: Chleb Śląski z piekarni Społem sprowadzany z innej dzielnicy Rudy Śląskiej, Goduli.

Obecnie, na szczęście Blaszak przechodzi gruntowny remont. Był strasznie zaniedbany. To pierwszy remont na taką skalę od czasu wybudowania pod koniec lat 80'. Będą remontować 3 miesiące.

piątek, 26 czerwca 2009



Nowy cykl.
Będzie to odcinkowy esej o mojej najbliższej okolicy uzupełniony fotografiami. Zdjęcia do tego eseju zrobiłem w jeden dzień. Historie które opowiem powstały na przestrzeni kilku lat.

Ruda Śląska, widok z mojego pokoju. Okna są skierowane na południowy-wschód ze wskazaniem na wschód. Co rano mam piękne słonce. Łóżko stoi na przeciwko okna. Zimą szczególnie gdy temperatura spada znacznie poniżej zera pokój szybko się nagrzewa a latem kiedy słońce zachodzi po drugiej stronie budynku panuje relaksujący chłodek. Po prawej nasz mały ogródek w którym rosną tylko kwiaty i jedno drzewo owocowe: brzoskwinia. Na środku Mama zainstalowała fontannę. Nie grillujemy zbyt często. Kiedy się tutaj wprowadzaliśmy, 15 lat temu wszelka roślinność nie przekraczała 2 metrów wysokości. Dziś ma się wrażenie jakby domek był usytuowany w lesie. Jedno z drzew upatrzył sobie miejscowy kos. Kiedy zaczyna śpiewać rano oznacza to że, zaczyna się świt. Kiedy zaczyna śpiewać po południu jest to sygnał, że bliża się zachód słońca. Śpiewa codziennie z wyjątkiem pory zimowej siadając zawsze na tej samej roślinie. Magnolia widoczna po prawej była ulubionym miejscem zabaw naszych trzech kotów. Wspinały się na sam szczyt aż gałązki uginały się pod kątem dziewięćdziesięciu stopni. Tak długo wisiały na przednich łapach aż nie mogąc dłużej się utrzymać spadały łapiąc się po drodze innych gałęzi. Wspinały się tak, że wyraźnie dało się słyszeć drapanie, a gdy się lepiej przyjrzało tym zabawom można było dostrzec odpadające małe fragmenty kory. Bawiły się bardzo energicznie i żywiołowo. Koty parę lat temu zostały otrute przez sąsiadów mieszkających po lewej. Prace ogródkowe które lubię wykonywać to koszenie trawy i podlewanie w upalnie wieczory. Na tym terenie zainstalowaliśmy 8 latarenek z bateriami słonecznymi. Po pochmurnym dniu nie świecą - baterie nie zostały odpowiednio mocno naładowane słońcem.

W lecie najczęściej widok z pokoju zasłania mi pranie. Lubię palić na balkonie papierosy i patrzeć jak sypie śnieg lub pada deszcz.

Tak, tak zdjęcia zrobiłem na Velvii 100. Wszystkie fotografie z tej serii powstały na jednym filmie w jedno popołudnie.